Basket_selected Koszyk:
Koszyk jest pusty

Kategorie

Bądź na bieżąco!
zapisz się na nasz Newsletter










Odwiedź nas na:

Hayka na homify
Design stories, products and spaces

Słomiany Zapał - wywiad

W tym jednym, jedynym na świecie przypadku paradoksalnie oznacza entuzjazm, który nie przemija i prowadzi do sukcesu.
O czym mowa? O drukowanej bawełnie z motywem siana i słomy. Zrobiła furorę jakiś czas temu, ale zainteresowanie nią nie maleje, wręcz przeciwnie. Na pomysł pościeli z sielskim wzorem wpadło małżeństwo ze Szczecina – Gosia i Marcin z Dizeno Creative. I mimo iż nie mają kierunkowego wykształcenia i wkroczyli w świat designu tylnymi drzwiami, to z impetem godnym najlepszych z branży.

Spełnili marzenia jakie ma wielu. O własnym, dobrze prosperującym biznesie, radości i satysfakcji z wykonywanej pracy. Jak tego dokonali? Spełniając marzenia innych. O błogim nieróbstwie na łonie natury, na stogu siana. Z pomysłem trafili w punkt. Pościel ze słomianym motywem sprzedaje się jak świeże bułeczki.

Impuls przyszedł latem, gdy leżeli w łóżku na działce rodziców Gosi. Tam, gdzie spędziła dzieciństwo jeżdżąc na rajdy konne, na których spała wśród pachnących sianem stogów. Tamtego dnia zastanawiali się jak to by było spać na sianie, które nie wbija się w pupę... Teraz dzwonią do nas starsi ludzie i mówią, że mieliśmy super pomysł i że pościel przypomina im dzieciństwo na wsi. Pytają też czemu produkty są takie drogie. A produkcja w Polsce niestety tyle kosztuje. Najdroższy jest oczywiście nadruk. A że pościel jest dwustronna... Nie wyobrażaliśmy sobie żeby była nadrukowana tylko z jednej strony. Bo wtedy skotłowana na łóżku nie przypominałaby stogu siana, a taki był plan.

 

Mysz, ćma, igła, konik polny i stokrotka...

Miejsca, które mogłoby zrealizować ich zamówienie Gosia szukała strasznie długo. Z dnia na dzień opadały mi ręce, bo choć obdzwoniłam całą Polskę, wszyscy mi mówili, że nie ma u nas w kraju nowoczesnych maszyn do druku cyfrowego na bawełnie, a bardzo zależało nam na tym, żeby produkt był w całości produkowany w Polsce. Już prawie zrezygnowałam, zamówiłam nawet próbki w Chinach. I gdy przyszły coś mnie tknęło, żeby wygooglować nazwę usługi po angielsku. Okazało się, że firma z Łodzi akurat dwa miesiące wcześniej kupiła taką supernowoczesną drukarkę. I wrzucili informację o niej do internetu, tyle, że stronę wypozycjonowali po angielsku. Dlatego na początku nie mogłam ich wytropić.

Zaczęło się od konkursu Design – Open Space we Wrocławiu. Wysłali na niego wizualizację. Potem był prototyp. Z poliestru, na tkaninie, na której się robi nadruki reklamowe. Niedługo potem mieli jechać do Kopenhagi na wystawę „Las i łąka” organizowaną przez Instytut Adama Mickiewicza. Tam już musieli mieć pościel, jaką mieli produkować docelowo, z bawełny. To wtedy, dosłownie w ostatniej chwili trafili na tamtą łódzką firmę. Dlatego na pytanie, co było najtrudniejsze Gosia bez namysłu odpowiada, że opracowanie produkcji. -Teraz to samo mamy z urnami OVO. Szukam producenta, który zrobiłby je nam dokładnie takie, jak zaprojektowaliśmy – z prasowanego torfu. Bo przy projekcie wyszliśmy od doniczek torfowych. Kanadyjski producent, z którym się skontaktowałam, powiedział, że owszem chętnie nam je zrobi, pod warunkiem, że zamówienie będzie można liczyć w milionach... Czuję, że może się tak skończyć, że kupimy prasę i sami będziemy robić te urny – wzdycha Gosia.

 


Trzecie dziecko

Poza Hayką, która jest w pewnym sensie ich ukochanym choć tylko firmowym dzieckiem, mają dwójkę dzieci: Antka i Mieszko. Dla starszego Antka Gosia jest przyszywaną mamą. Mówi, że to świetny chłopak. –Hayka wygoniła nas z sypialni. Mieszkamy w starym poniemieckim budynku i na początku magazyn Hayki znajdował się na antresoli. Teraz zajmuje cały pokój, a my wylądowaliśmy z materacem pod sufitem, w ówczesnym magazynie. Cieszymy się, że tak świetnie się to wszystko rozwija. Produkty bardzo fajnie sprzedają się też za granicą. –Sprzedaż tam dopiero się rozkręca, ale już jesteśmy w Berlinie w dwóch sklepach. W jednym z nich pościel leży na łóżku. Okazuje się, że ludzie dużo chętniej kupują coś, co można dotknąć. Zwłaszcza w Polsce zakup tego typu rzeczy przez internet idzie ostrożnie. Ale mamy już swoje „grupy docelowe”. Pościel chętnie kupuje rodzina lub znajomi dla nowożeńców w prezencie ślubnym.

Projekty traktują lekko, z poczuciem humoru. Grafika na słynnej już pościeli to nie tylko siano. Także zabłąkana w stogu przysłowiowa igła, myszka, ćma, konik polny, biedronka. Projektując nie trzymają się jednego tematu. Nie zastanawiają się, czy to dobrze, czy źle. Zaczęło się od biodegradowalnej urny OVO – była ich pierwszym projektem wzorniczym – zrobili ją na konkurs „Make me!”. Doszli do ścisłego finału, otrzymali wyróżnienie. –Sprawiło nam mnóstwo radości i upewniło, że obraliśmy słuszną drogę. Potem był worek bokserski wyglądający jak mięso u rzeźnika. Do tego projektu zainspirował Marcina Rocky Balboa ćwiczący w kultowym filmie w rzeźni. W końcu przyszła kolej na pościel. A na końcu na ubranka –Kolekcja HAY fashion powstała po tym jak na targach odwiedziła nas jedna z bloggerek. Poprosiła o uszycie ubranek dla dziecka. Uszyliśmy bluzkę i spodenki. Gdy pokazała je na blogu, to dopiero rozdzwoniły się u nas telefony! – wspomina Gosia. Zachęceni sukcesem zaczęliśmy robić spodnie i bluzy.

 

2 w 1

Poznali się w pracy, w agencji reklamowej. Pracowali jako graficy. Zapytana o kierunkowe wykształcenie Gosia zaprzecza. Skończyła wydział informatyki (w Szczecinie nie było wtedy kierunku artystycznego), a Marcin jest po socjologii. Ale mąż od zawsze coś rysował. Gdy był młodszy zarabiał rysując karykatury nad morzem. –W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że grafika już nas tak nie cieszy jak kiedyś. Gdy klient decyduje o wszystkim, żeby to przesunąć w prawo, a tamto w lewo, grafik jest właściwie operatorem myszki – śmieje się Gosia. – To nie jest rozwijające ani motywujące.

Podział ról dokonał się w Dizeno Creative samoistnie. Opiera się na naturalnych talentach i predyspozycjach. Gosia odpowiada za kontakty mailowe i telefoniczne. Jest też szefową PR-u i ogarnia produkcję. Marcin to „dyrektor” studia graficznego. W cudzysłowie, bo tak naprawdę razem wymyślają wszystkie projekty. Zawsze macie podobny punkt widzenia? – pytam. – Skąd! –śmieje się Gosia. Jakiś czas dochodzimy do konsensusu. I dopiero wtedy, gdy obydwoje mamy stuprocentowe przekonanie do czegoś, uznajemy, że trafiliśmy w dziesiątkę. I przystępujemy do realizacji. Teraz przymierzają się do mebli. W kolekcji mają być też inne rzeczy do sypialni. Tak żeby wszystko się uzupełniało – pasowało do siebie. I oczywiście do Hayki.

 


Zarobić na sianie

Pościel z motywem siana można kupić w standardowym rozmiarze bądź zamówić indywidualny rozmiar. Usługa okazuje się bardzo przydatna, bo często spotyka się stare poduszki z pierza, których wymiary odbiegają od standardowych.
Zapytana o najbliższe plany Gosia odpowiada, że planują uszyć skarpetki z nadrukiem słomy. –Wszyscy nas o to proszą – śmieje się. – Z tym też jest dość zabawnie, bo w Polsce słoma wystająca z butów ma wiadome konotacje, ale już na przykład we Francji, to oznacza, że ktoś jest bogaty, bo siano w butach to synonim gromadzenia pieniędzy.

 

tekst: Basia Komorowska dla iN Magazyn
http://www.facebook.com/InMagazyn

lipiec 2014